Kupiliśmy sobie szczurki (tak - szczuuuuuurkiiiiii! <love> ). I są boskie krótko mówiąc. Dzisiaj bawimy się z nimi na kanapie. ON siedzi tak, że Piksel (jeden z naszych myszonów) zaczyna wchodzić mu pod koszulkę od strony dekoltu. W końcu mu się to udaje.
Przyszła. Właściwie, to przyjechała. Weszła i od razu roztoczyła aurę Prehistoric Monster Syndrome ;) Czyli ton "zejdź mi z oczu, tyle godzin łażenia i nic w sklepie nie znalazłam, etc.". Stoję w drzwiach łazienki i milczę. Patrzę tylko. ONA odwraca się do mnie.
ONA: Co?
ON: Będę tu stał, dopóki nie przyjdziesz, przytulisz się i zrobisz to swoje: "aaale ty jesteś fajny".
ONA: To trzeba było sobie wziąć coś do jedzenia.
Parę chwil później przyszła i zrobiła to swoje "aaale ty jesteś fajny". Ze 120%-wym sarkazmem. Paskuda ;)
Mam jutro rozmowę kwalifikacyjną. Jest to o tyle specyficzna rozmowa, że po raz pierwszy to ja będę tym przesłuchującym. ONA żywo się tematem zainteresowała..
ONA: O! I co, będziesz jutro tylko obserwował? Czy też pytał?
ON: No będę rozmawiał i pytał.
ONA: A o co zapytasz?
ON<zastanawia się>: ...
ONA<głosem Joey'a z Przyjaciół>: How are you doin'?